Postępowanie w sprawie Krzysztofa Kononowicza – postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Białystok-Południe w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez „opiekunów” nieżyjącego już Krzysztofa Kononowicza. Twarzą projektu jest Konrad Kawula.
Pierwsze zawiadomienie do prokuratury ws. możliwości popełnienia przestępstwa w szczególności (choć nie wyłącznie) z art. 207 i 216 kk (znęcanie się nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny, a także zniesławienie za pośrednictwem środków masowego komunikowania) wpłynęło 9 grudnia 2022 roku. Zostało złożone po Sprawie dla reportera przez Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - Macieja Świrskiego1). Z racji, że Świrski nie miał wtedy dostatecznej wiedzy nt. sytuacji związanej z Kononowiczem, bo oceniał ją jedynie za sprawą dokumentu w TVP, jego zawiadomienie nie miało większego wpływu na dalsze losy Ksieka. Zostało umorzone.
![]() |
| Grób Strażnika Choroszczy |
Kto złożył zawiadomienie:
Pierwsze przedłużenie śledztwa
Dzień po zwiastunie nadchodzących wydarzeń, nastroje obserwatorów Uniwersum były wzburzone, z niecierpliwością wyczekując finału śledztwa. Należy przypomnieć, że 18 kwietnia 2025 roku na polecenie Prokuratora Rejonowego w Białymstoku, Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe wszczęła dochodzenie (sygn. 4002-0.Ds.1065.2025) w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa z art. 207 Kodeksu karnego. Postępowanie dotyczyło wieloletniego znęcania się psychicznego i fizycznego nad Kononowiczem, a także możliwych zaniedbań i nadużyć, jakich mógł doświadczać w ostatnich latach życia.
Dochodzenie przedłużano trzykrotnie: na 17 września, 17 listopada oraz na 30 grudnia 2025 i ostatecznie sprawa miała swój koniec właśnie tego dnia.
30 grudnia Łukasz Wójcik, za pośrednictwem portalu x (dawniej Twitter) poinformował widzów, że rozmawiał osobiście z prokuratorem Olszewskim, który odmówił mu odpowiedzi na temat śledztwa, nie potwierdzając tym samym czy jest umorzone. Dodatkowo przedstawiciel prawa stwierdził, że przekaże dalsze informacje jedynie na oficjalne zapytanie, bo „różni ludzie dzwonią”. Oficjalne zapytanie zostało już wysłane w tej sprawie wcześniej. Rozwiń screen . To wtedy pojawiały się kolejne głosy przemawiające za tym, że sprawa nie wygląda optymistycznie.
Niecałe pół godziny później, Wójcik - ponownie za pośrednictwem profilu na x - potwierdził najgorsze przypuszczenia widzów Uniwersum: „Sprawa Kononowicza oficjalnie umorzona”. Rozwiń wpis Uruchomiło to lawinę komentarzy pod wieloma adresami, skutkując lajtem „pożegnalnym” Olgierdano, słowami otuchy w jego kierunku, ale też szyderczymi opiniami, wyśmiewającymi jego pychę.
Śledztwo faktycznie umorzono 29 grudnia 2025, czyli wtedy, kiedy Pierzgalski opublikował na wykop.pl pismo jakie otrzymał od prokuratury. To samo pismo, które użytkownicy w/w portalu poddawali w wątpliwość.
Jako dowód dnia umorzenia służy pismo przesłane od Marioli Nowak.
Polsatnews.pl skontaktował się z białostocką prokuraturą w sprawie umorzenia śledztwa, co poskutkowało otrzymaniem kluczowej informacji od zastępczyni Prokuratora Rejonowego Białystok-Południe prok. Elżbiety Bułat. Mianowicie, powodem umorzenia śledztwa jest brak wykrycia znamion czynu zabronionego.
Widzowie twierdzili (cytaty zostały zebrane z kilkudziesięciu różnych wpisów na wykop.pl):
Niektóre z wpisów uderzających w Wójcika zostały zgłoszone do moderacji wykopu i usunięte.
Widzowie zaczęli się także zastanawiać czy istnieje jakakolwiek możliwość zaskarżenia/apelacji umorzenia śledztwa - okazało się jednak, że nie jest to w praktyce możliwe5). Kononowicz, czyli pokrzywdzony, został sproszkowany (więc się nie wypowie, a nawet jeśli by się wypowiedział to ponownie mógłby stwierdzić, że mu dobrze, cała reszta to czubki - jak to było w Sprawie dla Reportera). W obecnej sytuacji jedynie osoba wykonująca prawa pokrzywdzonego mogłaby zaskarżyć, ale takowej brak.
Podjęto więc kolejną propozycję działania w akcie niezgody z umorzeniem, czyli pisanie do Rzecznika Praw Obywatelskich i nagłaśnianie bulwersującej decyzji prokuratury.
Ponadto, poruszono także kwestię odwetu na Wójciku, bo obecnie Sławomir Nowak mógłby zwyczajnie pozwać swojego oponenta za zniesławienie/naruszanie dobrego imienia kolejny raz (i nie tylko Wójcika, bo i 3/4 użytkowników wykopu na tagu #kononowicz).
Po czasie użytkownicy wykopu zaczęli dochodzić do wniosku, że tam faktycznie żadnego śledztwa z pewnością nie było, bo ani dyski miały nie być zabezpieczone , ani wszyscy świadkowie nie zostali przesłuchani. Stąd też pojawiła się nadzieja w artykule 231 kk. Zgodnie z tym przepisem, funkcjonariusz publiczny, w tym prokurator, który wydaje decyzje lub zaniecha czynności, działając w interesie prywatnym lub dla szkody interesu publicznego, może ponieść odpowiedzialność karną.
Swoją drogą, większość ciepłych słów, które miały podnosić Łukasza Wójcika na duchu, było do niego kierowane bezpośrednio na lajcie „pożegnalnym” z tego dnia.
Jeszcze 30 grudnia 2025 Milena rozmawiała telefonicznie z Barnejem i podczas tej rozmowy stwierdziła, że oni byli świadomi, iż śledztwo zostanie umorzone.
1 stycznia 2026 Kawula napisał na wykopie , że „lampka mu się zapaliła gdy sprawę dostał ten sam prokurator, który przez rok prowadzenia śledztwa dopuścił do tego, że znęcanie nad Panem Kononowiczem narastało przy coraz gorszym stanie jego zdrowia. Ale nie mogli nic z tym zrobić.”. Jest to ciekawe z tego względu, że do samego końca frakcja iławska z ogromną pewnością siebie nakręcała narrację, że Nowaki pójdą siedzieć, a teraz okazuje się, że jednak nie byli tego tacy pewni.
Przed transmisją Wójcik wyznał dla widzów , że Metera, prowadzący śledztwo, kazał mu kiedyś odróżnić świat wirtualny od rzeczywistości (do czego później nawiązywał na lajcie).
Ostatecznie postanowił się wypowiedzieć szerzej, co zresztą uczynił idąc w lajta. Transmisja trwała około 1,5 godziny i przez kilka godzin była dostępna na kanale Olgierdano TV, jednak wieczorem została zdjęta.
Już na początku lajta Olgierdano stwierdził, że umorzenie jest przykre z perspektywy życia w Polsce. Kononowicz był jedynie ułamkiem problemów, z jakimi zmagają się zwykli mieszkańcy naszego kraju (przyp. red. - takich niesprawiedliwych umorzeń są setki, jeśli nie tysiące). Wójcik dodał, że „zabezpieczał się na momenty takie jak ten” i „ostatnim rzutem” zamierza przesłać w internecie wszystko, co posiada. Ostatnie działania były - według Wójcika - jedynie pozoracją, ponieważ wiele rzeczy nie zostało zrealizowanych i ostatecznie trafiło do kosza. Zasugerował także, że umorzenie mogło zapaść dużo wcześniej. Po odpowiedzi adwokata Wójcika, zawiadomienie ma zostać przez niego opublikowane. Samo pismo stanowi jedynie fragment innych dokumentów, czyli załączników dostarczanych przez Kawulę i Olgierdano, ale mimo wszystko warto je podać do wiadomości publicznej.
Co do odwołania, według Łukasza, miałoby ono rację bytu, gdyby cyt.: „ten, kurwa, urzędas, zwany Rzecznikiem Praw Obywatelskich, nie miał tej całej sprawy 'w piździe'”. Ogólnie rzecz biorąc, decyzję o umorzeniu można by zaskarżyć, gdyby MOPS złożył zawiadomienie razem z pozostałymi dokumentami. Rzecznik miał to po prostu „w chuju”, ponieważ nie jest od tego, aby dbać o prawa obywatela.
Olgierdano powiedział także, że osoby zaangażowane w zawiadomienie poświęciły wiele czasu, nerwów i życia prywatnego, a teraz jakiś urzędas czy prokurator po prostu „wysrał się na to”. Podobnie ocenia dziennikarzy, po których również zamierza sięgnąć, ponieważ lansują się, chodzą po organizacjach charytatywnych i tworzą ckliwe historie, a to wszystko na niewiele się zdaje.
Pojawił się także zarzut wobec państwa, że bardzo szybko zareagowało w sprawie Wójcika, stawiając mu zarzuty i nałożoną grzywnę (a on jedynie pokazywał dokumenty, wskazujące na to, że Konon jest źle traktowany, przez co w międzyczasie złamał tajemnicę postępowania). Tymczasem w sprawie Kononowicza umorzono postępowanie. Łukasz planuje odejść z tego „pierdolnika” po załatwieniu spraw sądowych (27 stycznia 2026: sprawa apelacyjna Wójcika z Mariolą Nowak).
Niebawem „ta gnida”, czyli Sławomir Nowak - zgodnie z zapowiedziami - wróci na kanał Mleczny Człowiek i zacznie publikować archiwalne materiały z nieżyjącym Kononem, czerpiąc z tego zyski, podczas gdy państwo polskie nie kiwnie palcem. Jak stwierdził Olgierdano: cwaniaki bazujące na zamęczeniu Szkolniaków ustawiły się na całe życie, a zamiast Marioli, która ustawiała szampony na półkach w Rossmannie, będzie Mariola - prawniczka.
Wówczas, podczas lajta, nie było jeszcze wiadomo jakie jest uzasadnienie umorzenia, a sam prokurator miał być arogancki w sposobie komunikacji z Wójcikiem.
Podczas transmisji zniesmaczeni i niedowierzający temu co się stało słuchacze przesyłali dla Olgierdano wsparcie wszelkimi sposobami - niektórzy także nagrywali głosówki.
Formą wsparcia miały być również komentarze pod adresem samego prokuratora: w donejtach padały słowa, których Olgierdano decydował się nie przewijać. Niektórzy życzyli prokuratorowi połamania nóg, aby każdemu, kto zamiótł sprawę, zgwałcono córki, synowie mieli umierać na drzewach w samochodach, a Nowaków spotkał lincz. Żądali także, aby w Polskę wjeżdżali Rosjanie 6) oraz że „prokuratorowi chuj w dupę” 7). Na te donejty Olgierdano poprosił, aby wspierający „nie mówił tak, bo jeszcze jemu to narobi problemów”. Prokuratura została także nazwana „ścierwem” w akcie niezrozumienia, że umorzyli 8).
Poza tym pojawiały się podziękowania za wkład jaki Wójcik wniósł w Uniwersum oraz żeby nie miał do siebie pretensji, bo zrobił więcej niż każdy z nich razem wzięty.
Olgierdano jasno zakomunikował, że oni (składający zawiadomienie i zainteresowani sprawą) jak byli przesłuchiwani to widzieli „jaki pacjent” ich przesłuchiwał, który „był już nietypowy z samego wyglądu”.
Poza tym, on na niczym nie zarabiał, bo angażując się w sprawę, oddał za nią pół życia w ostatnich latach „do kurwy nędzy”. A jeśli rządzi taki Truskolaski przez 20 lat, który na Twitterze spłakał się, że Kononowicz umarł, a później temat został zamieciony pod dywan, to wszystko, co można powiedzieć na ten temat. Żadna kasa nie zrekompensuje Wójcikowi m.in. tych panienek podstawionych od Sławusia, bo ma już „przejebane sądowo dość dobrze”. Jest on także gotowy na wszelkie ewentualności (w odpowiedzi na donejta, który poradził mu, by uważał na siebie, bo ktoś może się przeciwko niemu odpalić). Zaznaczył również, aby widzowie czekali, jak Ukraińcy wezmą w obroty „naszych meneli” (przyp. red. – polskich), bo przejmują oni przecież wszystkie „takie dochodowe biznesiki”. Ponadto, śledczy mieli do niego pretensje o to, dlaczego tematem tak bardzo krążą media - sugerując niejako, że ma to związek z działaniami Olgierdano. Prokurator „nie ma nawet jaj”, by zwołać konferencję przy tak medialnej sprawie, bo trzeba ją jak najszybciej zakopać. Smutna konkluzja Wójcika była taka, że jesteśmy tylko wykałaczkami dla tego polskiego rządu. Z perspektywy czasu Olo dostrzegł, że to tylko ich (zaangażowanych w zawiadomienie) „wychodzenie” artykułów i dobijanie się do mediów spowodowało, że śledztwo trwało tak długo, bo inaczej „pierdolnęli to” od razu w pierwszych tygodniach. Trzeba przestać żyć złudzeniami, że jakoś ten „skurwiały świat” zacznie funkcjonować i „warto być kurwą”, która wykorzysta sąsiada i swojego pracownika.
Szalony Reporter napisał do Olgierdano podczas lajta: „- Kurwa, kurwa, kurwa. Nie wierzę.”.
Olgierdano zaznaczył, że ma zamiar działać jeszcze przy „aferze z Dorotką”, bo skąd poufne informacje o jego sprawach mogły latać w internecie - od Doroty, emerytowanej policjantki, która miała zaglądać do kartotek i wywlekać wszystko na wierzch. Ponadto, Wójcik zadeklarował, że w końcu „wychodzi” sprawę z pedofilskimi fantazjami Bogumiła Storcha, jako zbulwersowany ojciec 3-letniego dziecka.
Ogólnie wszystko byłoby inaczej gdyby Kononowicz był kobietą, albo gdyby był z pochodzenia Ukraińcem - wtedy to nawet „ambasador by występował zamiast dobranocki” w jego sprawie. Pytanie Łukasza - co śledczy robili w tym czasie całego śledztwa i przedłużania - czy przesłuchano np. pracowników MOPRu? Pewnie czekali tylko na najcichszy moment, żeby zamknąć temat.
A co do lajta pożegnalnego, to taki ma podobno jeszcze być - Wójcik na ten moment, mimo zapowiedzi, że „jeśli umorzą, to on się odcina”, nie zamierza kończyć, a wręcz działać dalej. Transmisja poza tym powinna odbyć się w przyjemnej atmosferze powspominania przy muzyczce, a nie w atmosferze kurwowania.
Co do decyzji, została „rzucona im jak dla psa”, nawet nie kwapiąc się, by poinformować zainteresowanych, mimo że oficjalne zapytanie zostało wysłane wcześniej. Dziennikarze to polityczne suczki, które często mają plecy w postaci m.in. „żonek w polityce”, dzięki czemu w ogóle znajdują się w redakcjach. Media nie stały się batem na urzędasów, a wręcz przeciwnie - stały się „ich batem” na przeciwników politycznych. Stąd zachęta, aby wziąć sobie menela i go upokarzać, bo taki właśnie morał można wyciągnąć z tej sytuacji.
W trakcie lajta Olgierdano dalej wymyślał, że „ludzie z kononopedii utrudniali mu wywiad z Nie wiem ale się dowiem i ma na to dowody”, więc zachęcamy do ich publikacji. Takich dowodów nie ma, bo nic takiego się nie wydarzyło - chyba, że Wójcik to sfabrykuje, albo podepnie losową osobę z internetu pod wiadomości do NWASD, bo wymyśli sobie, że „ta osoba na pewno współpracowała z kononopedią i mu szkodziła”.
Widzowie na lajcie w donejtach zachęcali, aby postępować z Nowakami w mniej humanitarny sposób.
Nastapił także powrót do tematu dziennikarzy, którzy mają „wyjebane ego” i nic sobą nie reprezentują, niczego nie potrafią sami znaleźć i produkują wysrywy na podstawie swoich urojeń mimo, że treść mają podaną na tacy. Ich ego nie pozwalało, żeby „jakiś Wójcik nagrywał im tematy”.
Wójcik wyznał też, że zdawał sobie sprawę, iż jeśli dojdzie do umorzenia śledztwa, to będzie to najmroczniejszy okres w jego życiu w Uniwersum i „wtedy się dopiero zacznie”.
Widzowie dziękowali w głosówkach dla Wójcika za jego tytaniczną pracę, bo oglądali go od początków jak zaczynał i jechał po Jareczku. Zachęcono go także do zrobienia prawa jazdy i pójścia do pracy 9), żeby zaczął nagrywać w stylu Mexicano, jednak ten grzecznie odmówił, odsyłając widzów właśnie na kanał Mexicano TV, bo u niego takiego contentu nie będzie.
Wójcik powiedział, że jest pewien, że gdyby dostał jeszcze jedno przedłużenie, to by „w końcu uktkał jakąś intrygę” i „poprowadził narrację we właściwym kierunku”, bo już całkiem dobrze mu to szło poprzez dogadywanie z pewnymi kontaktami i dziennikarzami. Niestety, według niego - było już za późno. A dziennikarze to zamiast jego słuchać i otrzymywać od niego gotowce, to na pewno czytają kononopedię i na jej podstawie piszą artykuły10).
Z innych informacji przekazanych podczas transmisji, śledczy miał być na bieżąco z lajwami m.in. jego, Piotra czy Pawła, co ten ostatni może poświadczyć. Olgierdano zaczął się zastanawiać jakie jego czy Barneja lajt miał znaczenie w kontekście śledztwa. Wszyscy zainteresowani, media, śledczy, prokuratura - zamiast iść do Wójcika, jako do człowieka posiadającego najwięcej informacji - to woleli działać po swojemu, co denerwowało Olgierdana. Widzowie w donejtach twierdzili, że teraz „nadzieja w Szalonym Reporterze”, który może jeszcze będzie wiedział, co teraz zrobić, jeśli pogada z Łukaszem, bo Łukasz jest jeszcze gotów wskazać dla zainteresowanych sprawą wszelkie zaniedbania, jakich dopuściły się służby, policja, media.
Odnośnie obelżywych donejtów w stronę prokuratora Andrzeja Olszewskiego, których Wójcik nie skipował i pozwalał im wybrzmieć - w 1:30:16 minucie transmisji otrzymał on donejt obrażający jego samego 11), którego był w stanie pominąć. Za ten donejt Wójcik zwrócił się bezpośrednio do donejtującego, żeby ten zasiłkowiec pierdolony straszył tak m.in. swoją matkę jak za długo będzie wracać z darami z MOPRu, bo nikt normalny takich rzeczy nie wypisuje jak oni (przyp. red. - oni, czyli Mleczna Ekipa).
Z informacji przekazywanych przez obserwatorów Uniwersum wynika, że również do samego prokuratora Olszewskiego przekazano, że był on - za przyzwoleniem Olgierdano - znieważany publicznie.
Dziennikarz Radia Zet na x.com
Przede wszystkim sprawę podjał zbulwersowany decyzją prokuratury dziennikarz Radia Zet - Błażej Makarewicz. Makarewicz miał już styczność z historią Uniwersum, nakreślono mu także cały powód wniesienia zawiadomienia do prokuratury w sprawie znęcania się nad Kononowiczem przy okazji wywiadu Olgierdano i Bornega w Radiu Zet (zobacz streszczenie wywiadu). Dzięki nagłaśnianiu sprawy, Błażej zyskał sobie sympatię użytkowników wykopu.
Do sprawy dołączyła także Anna-Maria Żukowska, posłanka i przewodnicząca KKP Lewicy pisząc na x.com, ale jej „udział” został jedynie wyśmiany przez wykop.pl, bo „klasycznie poszczekają i chuja zrobią” (poza tym posłanka sama w sobie nie ma pozytywnego odbioru).
5 stycznia 2026, w związku z aktywnością Łukasza Wójcika na x.com oraz wsparciem frakcji, której przewodzi - uruchomiono Katarzynę Kotulę.
4 stycznia - Polskie Radio Białystok opublikowało artykuł dotyczący umorzenia śledztwa, opatrzony komentarzem z audycji12)13).
Dokładna analiza zebranego w sprawie materiału, w tym przesłuchania kilkunastu świadków, nie pozwoliły na postawienie komukolwiek zarzutów (…) nie doszło do popełnienia przestępstwa znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem.
- powiedziała prokurator Elżbieta Bułat
Ludzie zapominają o tym, za kogo - choć bardziej odpowiednim byłoby tutaj napisać za „co” - mieli Kononowicza kiedy ten jeszcze żył. Niezaprzeczalnym faktem jest, że Krzysztof, inaczej: Knur, Żarłak, Kandydat na kandydata, Nimeben, Fekalne Yeti, Człowiek bez zalet, Prezydent Śmietników, Komunistyczny Chuj/Wiedźma, Krzysztof Odleżyna spod Kętrzyna, Tucznik, Przygłup, Ostatni Chuj Polski, Kakaowy Raptor i inne, według niemal każdego z obserwatorów Uniwersum Szkolnej 17 po 2015 roku, kiedy Niemiecki objął w domku drewnianym posadę redaktora i ujawniał postać Krzysia, miał życzone od ludzi nawet gorszego losu niż ten, który go ostatecznie spotkał.
Ludzie życzyli mu, ażeby zdechł, żeby to nad nim znęcano się tak, jak on znęcał się nad Majorem, Janem Łosiem czy psem Nero oraz - żeby to jego traktowano tak, jak traktował on innych ludzi. Stąd wynikało męczeńskie postrzeganie samego siebie przez Ksieka i ubolewanie nad swoim losem, bo ludzie zorientowali się, jaki on jest.
Kononowicz nie potrafił funkcjonować w społeczeństwie, nie miał też praktycznie żadnych zalet (stąd jeden z pseudonimów nadanych mu przez obserwatorów US17), a poza tym był z charakteru okrutnikiem z gargantuicznym ego. Nie znosił krytyki, gardził pomocą i wsparciem (choćby wyrzucając jedzenie od widzów do śmieci lub - częściej - pozwalając by gniło poprzez zaleganie gdzieś w kątach domku; Niewdzięcznik jechał także po MOPRu jak po masełku), był nieukiem choć zdawało mu się, że pozjadał wszystkie rozumy, ale także był najprawdpobodobniej największym polskim donosicielem i mitomanem. Nie chciał pomagać innym, a wszystkie dary z paczek bożych wolał zachować dla siebie. Patologicznie kłamał i z chęcią podnosiłby rękę na każdego, kto mu się sprzeciwił.
Więcej w wątku charakterystyka.
Konon miał upośledzenie sprawności intelektualnej jedynie w stopniu lekkim, a także zaburzenia psychiczne (organiczne zaburzenia osobowości i zachowania) a nie chorobę psychiczną. Rozwiń . Według najnowszej terminologii - ten rodzaj niepełnosprawności intelektualnej nie wpływa na samodzielne życie, pracę czy założenie rodziny. Osoba może mieć jedynie problemy na tle myślenia abstrakcyjnego (pojęcia symboliczne, metafory, skomplikowane działania matematyczne), wolniej się uczyć, mieć trudności w przewidywaniu skutków, mieć ubogi zasób słów, czy potrzebować wsparcia przy sprawach urzędowych. Krzysztof był tutaj ewenementem, bo zasób jego słownictwa niejednokrotnie był bardzo kwiecisty, a sprawy urzędowe, pisma czy znajomość kodeksu karnego (starej wersji) to była dla niego pestka. Prowadził także pojazdy i - choć to haniebne z jego perspektywy - podejmował dawniej pracę zarobkową. W późniejszym czasie celebrował lata swojego bezrobocia gardząc ludźmi pracującymi, którzy powinni mu usługiwać. Niepełnosprawność więc mogła wynikać z wieku i cukrzycy, a nie być wrodzoną, nie ma zatem wymówki na to, dlaczego był on po prostu „złym człowiekiem”. Stwierdzone zaburzenia osobowości też tego nie wyjaśniają - Konon był podejmowany do Choroszczy, skąd wypisywał się na własne żądanie. Z tego tytułu miała też kiedyś miejsce afera choroszczańska.
Chcąc w to wierzyć lub usilnie starając się wyprzeć ten fakt należy mieć na uwadze, że to Olgierdano i potrzeba budowania narracji pod zawziętą wojnę z Nowakiem (choćby w efekcie gróźb stosowanych wobec Wójcika czy jego rodziny) zmieniła podejście wielu ludzi do postaci Krzysztofa Kononowicza. Z niżarłacznego Knura przybrano dla niego rolę biednego dziadka, którym w rzeczywistości nigdy nie był i czego sam był sobie winien, pozwalając ekipie Sławomira Nowaka rozgościć się w Uniwersum z własnej woli. Dla widzów Uniwersum Szkolnej 17 Kononowicz - najzwyczajniej w świecie - otrzymał to, na co realnie zasługiwał poprzez życie jakie prowadził i czyny, jakich dopuszczał się za życia. To przez własne niechlujstwo, niechciejstwo i nieróbstwo zarósł w barłogu z pieluchą, pozwalając się nagrywać i często samemu tego chcąc, byle wówczas nagrywający go Aron nie wychodził z domku oraz nie pozostawiał go samego (bo nikt nie chciał z śmierdzącym Knurem przebywać).
Kononowicz był niczym innym niż narzędziem w sporze, z forsowaną w późniejszym etapie narracją biednego, schorowanego człowieka i dla wprawnego oka lub staroszkolniaka jest to fakt wynikający ze zwykłej, niestronniczej obserwacji.
Zapomniano także o jednej, istotnej rzeczy. Sformułowanie: „spierdolić kogoś ze stanowiska”, zyskało na popularności i zaczęło funkcjonować w folklorze Uniwersum, bo dokładnie to robił Kononowicz, kiedy ktoś lub coś mu sie nie spodobało - spierdalał ze stanowiska, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że wyrzucał innych ze swojego domku, z Ogrodów Belwederskich, sprzed bramki, a nawet z drogi znajdującej się przy Szkolnej 17. Czyny Potężnego Warmianina były powszechnie znane oraz jego postępowanie wobec osób, które chciały mu pomóc, stąd niemal oczywistym jest, że gdyby współpraca z Nowakiem mu się nie podobała - Nowak zostałby spierdolony ze stanowiska. Można o tym mówić przynajmniej w pierwszej połowie współpracy, której rezultatem stał się kanał Mleczny Człowiek. Z biegiem lat Konon tracił stopniowo swoją władczość i potęgę, więc jego chęć zatrzymania przy sobie Jacka od psa Arona i Sławomira mogła wynikać z poczucia samotności lub wpływu wspomnianych osób, albo sytuacji, w której się znalazł.
Prawdą też jest to, że my wszyscy - jako widzowie Uniwersum - nie mamy wiedzy o tym, co Sławomir Nowak przedstawił w prokuraturze jako dowód obronny co do zarzucanego mu przez widzów czynu z art. 207. Sam - zarówno on jak i jego pracownik Zalewski - zaznaczał, że istnieją pewne niepublikowane materiały, z których jasno wynika jakie podejście miał Knur, czego chciał oraz co robił. Nie wiemy także o ewentualnej dokumentacji sporządzonej między nim a Knurem, czy było tego więcej (oprócz zgody na upublicznianie wizerunku) oraz jaka była jej treść. Wiadomym jest, że ostatecznie sprawę umorzono z powodu niewykrycia znamion czynu zabronionego. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że prezentowane na Mlecznym Człowieku paczki z gównem i obrażanie Konona mogło faktycznie odbywać się za jego zgodą i nie wyrażał on tym sposobem uwag czy krytycznych spostrzeżeń jakoby się nad nim znęcano. Mimo, że z perspektywy widza tak to mogło wyglądać. Obecnie, ci sami ludzie, którzy tak zaciekle żałują biednego dziadka - mogą być tymi samymi ludźmi, którzy wysyłali mu paczki z gównem, dewastowali flotę czy malowali elewację domku.
Dla zwolenników wyłącznie jednej strony ta treść może być bulwersująca oraz trudno im będzie znieść, że może być zwyczajnie prawdziwa. Pozostaje jedynie liczyć na to, że ktokolwiek z osób mających stosowną wiedzę, podzieli się szczegółami dt. powodów wydanej decyzji.
2 stycznia 2025 roku Olgierdano uruchomił kolejną transmisję live. Stwierdził, że nie interesują go głosy odklejeńców - rozmawiał z „kilkoma osobami”, bo potrzebował na chłodno przeanalizować dotychczasowe informacje z racji, że sprawa związana ze śledztwem i umorzeniem była dla niego ważna, przez co zareagował emocjonalnie.
Są już propozycje co najmniej dwóch wywiadów z dziennikarzami, jednego z tracydyjnej telewizji, drugiego z dużego kanału na youtube. Odezwał się także właściciel kancelarii - dość „sporej” - który zaproponował pewną pomoc dla Wójcika pro bono. Stanęło na tym, że poproszono Łukasza o kilka informacji i dokumentów - kancelaria ma już całą sprawę nakreśloną, dlatego wyraziła chęć pomocy. Według słów Olgierdana „nie jest tak, że to już jest zakopane” - ma być nawet kilka opcji, które mogą przynieść jakieś efekty, m.in. poprzez ruszenie polityków i Rzecznika Praw Obywatelskich, który „powinien się wreszcie zająć swoją robotą”. Wójcik nie ukrywał, że odzywają się również inne osoby z tych, które mogą pomóc. Jeden pan mecenas się odezwał, który w telewizji potrafił występować jako reprezentant interesów wielu polityków.
Łukasz zadeklarował, że dopóki opcje się nie wyczerpały, to on będzie działał. Co do zawiadomienia - zostanie wrzucone jeśli nie bedzie już żadnych opcji walki, a więc ta kwestia została odłożona na później.
Wójcik - w odpowiedzi na komentarz z czatu stwierdził, że nie jest mu wstyd, bo wstyd to może być matce Nowaka, że go tak wychowała, chociaż już nie żyje. Wstyd też powinno być „jego (przyp. red. - Sradka) kolesiom, którzy robili takie rzeczy”. Żadna inna internetowa kurwa nie będzie go rozliczać z tego co on robi i nie będzie - poprzez grożenie jego rodzinie - siedział zahukany w domu. Także niech anonimowe chłopaczki z internetu mu darowały, bo będzie ciśnięte po nich. Jeżeli ktoś jest niezadowolony z tego, że Olgierdano dalej będzie walczył i wykorzystywał możliwości, to niech sobie idzie na archiwum kanału Mleczny Człowiek. Piłka jest dalej w grze, bo każdy ruch jest gruntem choćby pod ruch medialny, a lateksy siedzą cicho na ten moment, bo wiedzą, że to nie jest koniec.
Wójcik sprawę wykorzysta z pomocą wszystkich, którzy się do niego teraz odzywają i którzy widzieli m.in. groźby kierowane pod jego adresem ze strony Rafała Zielonego. Zielony sugerował mu nieszczęśliwy wypadek lub inną sytuację mogącą zagrozić jego życiu (kompilacja z kanału Ekoludka została opublikowana przez Wójcika na x.com).
Słuchacze również zostali poinformowani, aby zostawić na chwilę sprawę Kononowicza, bo niektórzy zachowują się tak, jakby on założył kanał dla Kononowicza. Kiedyś Kononowicz nie był w sferze jego zainteresowań - trzeba mówić o sprawie Szefito.